Powieści i poezja Przeczytane, przemyślane

“Mój rok relaksu i odpoczynku”, Ottessa Moshfegh – projekt: hibernacja

20 marca 2020
"Mój rok relaksu i odpoczynku" cytat na czytniku

Mój rok relaksu i odpoczynku” na blisko 300 stronach mieści historię młodej, pięknej kobiety, która chce spać, dopóki nie obudzi się inna, zmieniona, lepsza. Dziwna autorka, dziwna książka.

Nie zrozumcie mnie źle, lubię dziwne 🙂

Senna fabuła

Bezimienna bohaterka (ostatnio to strasznie modne, czy mi się wydaje?) zamierza odciąć się od rzeczywistości, przestać myśleć, przestać czuć, podtrzymywać tylko podstawowe funkcje fizjologiczne, śpiąc przez cały rok. Chciała, żeby to rzeczywistość stała się dla niej snem, a sen życiem. Centrum wydarzeń jest w tej historii sen. To nadrzędny cel, pragnienie, główna motywacja działań bohaterki. A działania te balansują na granicy moralności, “normalności”, ba, nawet legalności.

Akcja Mojego roku… nie porywa. Nie ma tu zapierających dech w piersiach wydarzeń, zwrotów akcji, w ogóle niewiele się dzieje. Okiem czytelnika obserwujemy, jak bohaterka dąży do swojego celu, jak czas przesypuje się jej przez palce. Cierpliwie nadstawiamy ucho, kiedy opowiada nam o swojej przeszłości – toksycznym związku ze starszym partnerem, równie chorych relacjach z uzależnioną matką i obojętnym ojcem, historii znajomości z Revą, która zdaje się być jedyną osobą na świecie, której zależy na bezimiennej. Zapewnia nam ogrom materiału do studium postaci.

A jest co studiować

OK, sen nie do końca jest centrum tej historii. Najważniejsze jest dociekanie, szukanie powodu tej “transformacji przez sen”.

Jeżeli lubicie rozkładać psychikę postaci na części pierwsze i diagnozować niczym Freud, możecie już zacierać ręce.

Trudno jest polubić bohaterkę. Jest samolubna, leniwa, nie walczy. Nie ma w niej współczucia – kiedy matka Revy choruje na raka, staje się to dla niej kolejnym powodem, dla którego nie chce się z Revą widywać. Doskonale zdaje sobie sprawę, co czuje i przeżywa przyjaciółka, ale nie zamierza jej pocieszać i nie chce jej słuchać. Sama rozważała okłamanie szefowej, że ma raka. Do tego jest piękna i świadoma tej urody. Ugh, nienawidzimy takich.

A potem, strona po stronie, dowiadujemy się, jak wyglądało do tej pory jej życie. Rodzice, którzy, jak sama przyznaje, praktycznie jej nie zauważali. Uzależnienie matki. Śmiertelna choroba ojca. Uroda, która stała się przekleństwem. Gdzieś w bebechach kiełkuje współczucie, ale, przynajmniej u mnie, nie do końca zrozumienie.

Podsumowując, nie śpiąc czuła się na tyle źle ze sobą, swoim życiem i rzeczywistością, że chciała cały czas spać. Ale nie na tyle źle, żeby ze sobą skończyć. Czyli, pomimo rozczarowania, cynizmu, zobojętnienia, liczyła na zmianę i miała nadzieję. Na to, że się “odnowi, odrodzi”, “zniknie, a potem pojawi się znowu, w innej, nowej formie” (tłum. własne).

Stopień absurdu: over 9000

Żeby zrealizować swój cel hibernacjo-transformacji, bohaterka umawia się na wizytę do pierwszego “psychiatry”, jakiego znajduje  w książce telefonicznej. Nie bez kozery używam tu cudzysłowu, bo takiego psychiatry w literaturze jeszcze nie spotkałam. Próbki leków rozdaje jak cukierki, do wypisania recepty na silne środki wystarczy jedno zdanie pacjenta, którego i tak nie słucha, a pewnego razu oświadcza, że właśnie zyskała szamański certyfikat. Niedorzeczne. Nauczona przez polonistów zawczasu odpowiadać na pytanie “co autor miał na myśli?” założyłam, że może to być sposób pokazania absurdu całego procesu leczenia psychiatrycznego; tego jak łatwo inteligentnym ludziom oszukać profesjonalistów i zdobyć to, czego chcą. Tego jak trudno dostać pomoc, której się potrzebuje.

I jeszcze jeden moment, który wywołał we mnie jednocześnie obrzydzenie i zażenowanie – opis wystaw sztuki w galerii, w której bohaterka pracowała. Wypchane zwierzęta i inne okropności pseudo-artystów, jak mniemam, służą pokazaniu, jak bardzo się zagubiliśmy w odróżnianiu tego, co cenne, od tego, co jest gównem. Koniec końców, bohaterka wykorzystuje jednego z tych artystów, żeby osiągnąć swój cel. Ryzykując jednocześnie, że on zrobi z nią co chce, podczas gdy jest pod wpływem środków odurzających.

Elementy autobiograficzne w Mój rok relaksu i odpoczynku

Czytając wypowiedzi Ottessy Moshfegh, nie jestem w stanie powiedzieć, czy naprawdę jest taka pewna siebie, że aż arogancka, czy też mydli nam wszystkim oczy (jak twierdzi, jest genialna, i czekają ją w życiu same cudowne rzeczy). Podobnie jest z bohaterką Mojego roku… – przez 80% książki zastanawiałam się: “ona tak na serio?”. Skąd przekonanie, że sen coś zmieni? Nie boi się, że to nie sen, a prochy zmienią ją nie do poznania? Po jednym z leków traci świadomość, ale nie śpi – wychodzi z domu i robi rzeczy, których potem nie pamięta – dopiero to zaczyna ją niepokoić. Intrygujący jest też fakt, że nie tylko w głównej bohaterce można dostrzec odrobinę autorki – analogicznie do Moshfegh, Reva cierpi na bulimię. Uzależnienie stanowi jeden z ulubionych motywów w fikcji Moshfegh, razem z dychotomią piękno/brzydota.

Może rzeczywiście lepiej spać

Trudno mi podsumować ten tekst, tę książkę. Trudno pisać o życiu i wyborach osoby, której problemy są dla mnie niezrozumiałe – za mało wiem o depresji, bo mniemam, że to doprowadziło ją do desperackiej próby transformacji przez roczny sen.

Nie ulega wątpliwości, że była w mrocznym miejscu emocjonalnie – jak opłakiwać rodziców, którzy nie dali Ci nic prócz oschłości, dystansu, wypaczonej wizji rodziny i świata, poniżenia? Czy w ogóle ich opłakiwać? Jak daleko posunąć się, do czego się przystosować, na co się godzić dla akceptacji? Jak radzić sobie, kiedy ludzie nie widzą ciebie, nie dostrzegają i nie chcą dostrzec tego, co głębiej, za urodą? To wszystko pytania, z którymi przeciętna osoba sobie nie poradzi sama bez szkody na psychice. A osoba tak inteligentna i cyniczna, jak bohaterka, skończy w głębokiej depresji.

OK, ale co z projektem “Hibernacja”? Czy się powiódł? To podchwytliwe pytanie. Obudziła się, powróciła do życia. Jednocześnie to życie przywaliło jej po raz kolejny z sierpa – znów niezależnie od niej, tym razem przez atak terrorystyczny na WTC. Nie umiem więc odpowiedzieć na to pytanie.

I to jest moje podsumowanie.

 

Wydała w sierpniu zeszłego roku Pauza, okładkę przygotowały Sztuczne Fiołki, tłumaczył Łukasz Buchalski.

Więcej takich tekstów o książkach znajdziecie na stronie Przeczytane, przemyślane.

 

Może również spodoba Ci się:

Brak komentarzy

Zostaw komentarz