Fantasy i sci-fi Przeczytane, przemyślane

“Król z bliznami”, L. Bardugo – za dużo pomysłów, za mało stron

7 maja 2021
Król z bliznami

Szóstka wron i Królestwo kanciarzy były pierwszymi książkami Bardugo, które przeczytałam. Zachęcona, sięgnęłam po trylogię Cień i kość, która podobała mi się średnio. Jednak wciąż na tyle, żeby czytać o uniwersum Griszów dalej – w Królu z bliznami. Właśnie ukazała się kontynuacja książki i szczerze mówiąc, nie wiem czy się na nią skuszę.

Książę-demon, król z bliznami – początek opowieści

Nikołaj Lancov objął tron Ravki w jednym z newralgicznych momentów w dziejach kraju, ale i w newralgicznym momencie swojego życia. Zmrocz, potężny grisza pragnący nieskończonej władzy, stanowił największe zagrożenie dla mieszkańców Ravki. Chciał objąć władzę nad krajem, jednocząc go groźbą, albo zostawiając zgliszcza. Nikołaj był jedną z osób, która doprowadziła do unicestwienia Zmrocza. Jednak zanim to się stało, grisza zasiał w Lancovie ziarno swojej mrocznej mocy. Teraz moc budzi się w Nikołaju, przemieniając go co noc w potwora, który żąda krwi. Zoya, generał ravkańskiego wojska i bliska współpracownica, zakuwa Nikołaja każdego wieczoru w potężne łańcuchy, żeby świat nie dowiedział się o tragicznym losie młodego króla. Udaje mu się jednak czasem uwolnić z okowów…

I to byłby bardzo fajny, “wilkołaczy” wątek do zakotwiczenia się, rozwinięcia akcji na jego bazie. Jednak Bardugo prowadzi w książce równolegle kilka głównych wątków.

Król szuka królowej

Ravce wciąż grozi niebezpieczeństwo ze strony sąsiadów, zatem Nikołaj powinien zawrzeć najsilniejszy z sojuszy – poślubić wysoką tytułem kobietę z któregoś z tych krajów. Rozkazuje zaprosić władców, dygnitarzy, wszelakie wielkie osobistości – łącznie z kandydatkami na żonę – do swojego pałacu na wielką fetę. W międzyczasie próbuje znaleźć sposób, aby pozbyć się demona. Wszak przemienianie się co noc w bestię w małżeńskim łożu byłoby niepożądane.

Wyrusza więc z Zoyą pod pozorem królewskich wizyt w ravkańskich miastach, zmierzając do Cierniowego Lasu, w którym, według dawnych pism, mógłby odbyć rytuał oczyszczenia. Trafiają do dziwnego miejsca poza czasem, gdzie spotykają Elizavetę, Grigorija i Jurisa – trójkę, którą Ravkańczycy uznali za świętych. I zostają tam uwięzieni.

W międzyczasie reszta bliskich współpracowników króla przygotowuje na wielką fetę jego sobowtóra.

Trzynaście wron srok za ogon

Już samo opisanie (bardzo pobieżnie) części fabuły zajęło mi dwa akapity. Mnogość wątków, niestety, sprawia, że Bardugo ślizga się po powierzchni każdego z nich, nie wchodząc głębiej. U mnie wywołało to wrażenie chaosu, przytłoczenia, zagubienia. Większość książki czytało mi się ciężko i długo.

Widać zdecydowanie ewolucję autorki na przestrzeni tych książek, które przeczytałam. Cień i kość to typowa trylogia dla młodzieży, z wyraźnym i ważnym wątkiem miłosnym. Świat, system magii wydawał mi się nie do końca dopracowany. Szóstka wron była już dużo ciekawsza – mimo wielu bohaterów, można było wczuć się w każdego z nich. Całą historię spinały główne zadania bohaterów w poszczególnych książkach. Kerch, Ketterdam – miejsca akcji – były ciekawie skonstruowane, wyjaśnione politycznie i socjologicznie. Mieliśmy nieprzesadzone wątki miłosne. Była w tym wszystkim równowaga.

A w Królu z bliznami jest za dużo wszystkiego, a w rezultacie za mało historii w historii i bohaterów w bohaterach. Wszystko wydaje się zarysem, nierozwiniętym szkicem. Wyjaśnienia stosunków między krajami upchane tak, że się gubiłam. Nowe, dziwne magiczne stwory (to właśnie wyżej wspomniana trójka świętych), które wydają się efektem zabiegu autorki “pierdzielę, napiszę najdziwniejsze, co przychodzi mi do głowy, i zobaczymy”. Itd., itp.

I jeszcze jedno – matkobosko, ile tu jest literówek. Niestety, książka jest kiepsko zredagowana. Co najmniej raz na dwa rozdziały zdarza się koślawe zdanie, które razi powtórzeniami, albo trzeba je czytać kilka razy, żeby zrozumieć.

Oczywiście są wyjątki. Najlepiej czytało mi się jeden z dłuższych fragmentów “w głowie” Nikołaja. Wreszcie czułam, że poznaję bohatera, którego znam od czterech książek. I automatycznie mniej uwagi zwracałam na wszelkie niedoróbki.

Czy to już koniec?

Wiemy już, że kontynuacja KrólaRządy wilków – pojawi się na rynku po polsku na początku maja.

I mam dylemat – to read, or not to read? Z jednej strony, Król z bliznami to niewykorzystany potencjał i przekombinowanie. A z drugiej, jednak doczytałam do końca. Chyba działa już przywiązanie do bohaterów. Podejrzewam też, że w oryginale czytałoby się lepiej – podziałało w przypadku trzeciej części Cienia i kości.

P.S. Podobne odczucia mam właśnie co do serialowej wersji Cienia i kości. Oglądaliście? Jakie są wasze wrażenia?

Może również spodoba Ci się:

Brak komentarzy

Zostaw komentarz